kiepski dzień
nie milknie mimo ciszy
ona pozorna
ta cisza
taki dzień
że ciężko przecinek postawić
o kropce nad i nie wspomnę
eia© 2010-01-21 22:28:46
skomentuj (1)
Chrabja nie żyje
eia© 2009-10-19 19:53:37
skomentuj (1)
Maja
Maję poznałam kilka miesięcy temu. Jeszcze było lato. Pojechaliśmy z
Marleyem do Oli i Tekli na spacer. Okazało się, że towarzyszy nam
również niejaka Maja, suczka wielkości Mańka, rudo-blond, bardzo
wystraszona, acz wyraźnie ciągnąca do ludzi. Sunia od kilku dni kręciła
się wokół bloku Olki, dołączała się do spacerów i, co mnie wcale nie
dziwi, przez Olkę była dokarmiana. Żadna z nas nie mogła Majki wziąć do
siebie, trzeba było poszukać jej domu.
Zaczęłam namawiać Wojtka i Dorotę. Obydwoje lubią psy, dzieciaki
również, Wojtek jednak się obawiał, że wszelkie obowiązki spadną na
dorosłych, bo dzieci, gdy stracą już zainteresowanie, będą mieli w
nosie. Kilka tygodni trwało, gdy się jednak zdecydowali, że wezmą Maję.
Mieli tylko poczekać, aż Olka wysterylizuje sukę.
Sterylizacja była w ubiegłą środę. Maja przeszła operację bardzo
dobrze. W czwartek Ola przywiozła psa do Wojtka i Doroty. Dodatkowo
fundnęłyśmy im pełną wyprawkę dla psa. Obroża, szelki, dwie smycze,
jedzenie, zabawki, leki, odżywki, kojec. Maja do nich trafiła z niezłym
wianem.
Codziennie się dowiadywałam jak Majce się wiedzie. Z początku bardzo
się bała. Z każdym dniem było nieco łatwiej. Upodobało sobie Dorotę i
za nią chodziła, ale i jej nie dała się dotknąć. Potrzebowała jeszcze
czasu.
W poniedziałek, około południa zadzwonił do mnie Wojtek, że Majka
wyrwała mu smycz z ręki i pobiegła za kotem. Szuka jej. Wsiadłam w
samochód i pojechałam pomóc. Wojtek był pijany.
Zawiadomiłam schronisko, uczuliłam, że gdyby widzieli takiego pieska,
to niech zatrzymają i zadzwonią. U wszystkich weterynarzy zostawiłam
numer telefonu, gdyby ktoś się z Majką zjawił na zdjęcie szwów po
sterylizacji. Szukaliśmy jej do 21. Wieczorem wrzuciłam jeszcze
ogłoszenie i założyłam temat na lokalnym portalu z Wojtka numerem
telefonu.
We wtorek rano znowu zaczęłam jej szukać. Ciężko mi było w domu
siedzieć, gdy myślałam, że gdzieś tam jest Maja, która się potwornie
boi, jest jej zimno i jest głodna.
Dziś zadzwonił Wojtek, że Majka nie żyje. Na ogłoszenie na portalu
zareagowali strażnicy z sądu, którzy ją znaleźli i pochowali.
Potwierdzili szczegóły, że miała bliznę, że szelki i smycz. Potrącił ją
samochód, gdy wracała do domu.
eia© 2009-10-18 21:37:12
skomentuj (0)
Marley
Pierwszy dłuższy spacer po operacji
Już wracaliśmy do samochodu, gdy Olka zapytała, czy Marley nie gania kur. Skąd miałam wiedzieć, skoro jeszcze się z nimi nie zatknął? Powiedziałam, że zaraz się przekonamy, mając nadzieję, że w razie czego odwołam psa.
W Mańka coś wlazło, i z mojego posłusznego, lekko kulejącego pieska, wylazła bestia polująca. Za kurami pognał na podwórko, próbowałam go odwołać, po chwili pobiegłam za nim spocona ze strachu, że właściciel potraktuje psa widłami. Uruchomiona wyobraźnia dodała mi skrzydeł. Wpadłam zziajana na podwórko. Pies szalał między ptactwem. Gdy już wydawało mi się, że go złapię, ten za jaką kurą wpadł na pole za domem.
Oczami wyobraźni już widziałam mojego psa przedziurawionego jakimiś widłami przez wkurzonego gospodarza. Maniek tymczasem w najlepsze bawił się ganianiem kur. Pobiegł na drugi koniec pola. Ja za nim. Pomna jednak, że znajduje się na prywatnym terenie, grzecznie biegałam po ścieżkach. Co prawda pole było zaorane, nic tam nie rosło, ale kto tam wie, że komuś by nie przeszkadzało moje deptanie.
Gdy dobiegłam na koniec pola, mój pies zmieniał plany i biegł do kur po drugiej stronie. Ja za nim. Już byłam blisko, gdy pies ostro zmieniał pozycję. Tak bawiliśmy się kilka minut. Kusiłam Marleya smakołykami, prosiła próbując, by w głosie nie było słychać emocji. Wyobraźnia dalej mi szalała.
Kurom się wreszcie znudziła gonitwa i wszystkie dały nogę z pola z powrotem na podwórko. Mój pies za nimi. Jak się okazało, wszyscy pognali do kurnika. Gdy wydostałam się pola, okazało się, że na podwórzu stoi starszy mężczyzna i obserwuje co się dzieje. W biegu krzyknęłam dzień dobry i obiecałam, że zaraz psa złapię. Łatwiej powiedzieć, niż zrobić. Do kompletu hałasów dołączyły się dwa małe pieski przywiązane przy budach. Rwetes z kurzych dziobów, moich nawoływań na psa i jazgot psiego drobiazgu.
Maniek wpadł do kurnika, za chwilę ja za nim, zaliczając na wstępie błoto pomieszane z kurzymi kupami. W środku jak na komedii slapstickowej. Mój pies między ptactwem szaleje, a biedne kury próbując się ratować ucieczką, wpadły w locie na mnie. Próbuję złapać psa za grzbiet. Moja ręka ląduje na podłożu pełnym kup. Maniek odskakuje za kurą. Znowu próbuję, znowu kupa. Po kilku próbach udaje mi się go złapać.
Wyniosłam kundla z kurnika, przypięłam smycz i odetchnęłam. Gospodarz stał tam, gdzie widziałam go poprzednio. Z daleka obserwował całe zajście. Nawet nie podszedł bliżej. Tytułem tłumaczenia rzuciłam, ze to szczeniak, przeprosiłam i dałam nogę. Facet tylko ze zrozumieniem powiedział: a, szczeniak.
Już wiem, że Marley jest psem polującym. Na kury...
eia© 2008-12-07 08:41:34
skomentuj (2)
pies, krew i siad
Miałam dziś pierwsza lekcje z behawiorystką Marleya. Byłam dumna z psa. Bardzo szybko łapał o co chodzi. Siadał, kładł się i wracał do siadu. Kto uczył psa, ten wie, ze nie takie to łatwe od razu. Szczególnie ów powrót do siadu. Uczyłam się również jak odbierać to, co pies ma w pysku. Pies reagował popisowo.
Wyszliśmy odprowadzić behawiorystkę, ona odjechała, a pies znalazł na trawniku kość. Pomna nauk, próbowałam polubownie dokonać wymiany na smakołyk wyjęty z kieszeni. W efekcie mam zaklejony palec. Krew leciała jak głupia. Bywa... Nawet nie byłam zła na psa. To kolejny efekt mojej nauki.
Z ostatniej chwili. Marley podszedł teraz do łóżka, zapiszczał, by go podsadzić. Pokazałam znak na siad i... usiadł!
eia© 2008-08-20 20:36:57
skomentuj (2)