::z powrotem::


Marley



Pierwszy dłuższy spacer po operacji

Już wracaliśmy do samochodu, gdy Olka zapytała, czy Marley nie gania kur. Skąd miałam wiedzieć, skoro jeszcze się z nimi nie zatknął? Powiedziałam, że zaraz się przekonamy, mając nadzieję, że w razie czego odwołam psa.
W Mańka coś wlazło, i z mojego posłusznego, lekko kulejącego pieska, wylazła bestia polująca. Za kurami pognał na podwórko, próbowałam go odwołać, po chwili pobiegłam za nim spocona ze strachu, że właściciel potraktuje psa widłami. Uruchomiona wyobraźnia dodała mi skrzydeł. Wpadłam zziajana na podwórko. Pies szalał między ptactwem. Gdy już wydawało mi się, że go złapię, ten za jaką kurą wpadł na pole za domem.
Oczami wyobraźni już widziałam mojego psa przedziurawionego jakimiś widłami przez wkurzonego gospodarza. Maniek tymczasem w najlepsze bawił się ganianiem kur. Pobiegł na drugi koniec pola. Ja za nim. Pomna jednak, że znajduje się na prywatnym terenie, grzecznie biegałam po ścieżkach. Co prawda pole było zaorane, nic tam nie rosło, ale kto tam wie, że komuś by nie przeszkadzało moje deptanie.
Gdy dobiegłam na koniec pola, mój pies zmieniał plany i biegł do kur po drugiej stronie. Ja za nim. Już byłam blisko, gdy pies ostro zmieniał pozycję. Tak bawiliśmy się kilka minut. Kusiłam Marleya smakołykami, prosiła próbując, by w głosie nie było słychać emocji. Wyobraźnia dalej mi szalała.
Kurom się wreszcie znudziła gonitwa i wszystkie dały nogę z pola z powrotem na podwórko. Mój pies za nimi. Jak się okazało, wszyscy pognali do kurnika. Gdy wydostałam się pola, okazało się, że na podwórzu stoi starszy mężczyzna i obserwuje co się dzieje. W biegu krzyknęłam dzień dobry i obiecałam, że zaraz psa złapię. Łatwiej powiedzieć, niż zrobić. Do kompletu hałasów dołączyły się dwa małe pieski przywiązane przy budach. Rwetes z kurzych dziobów, moich nawoływań na psa i jazgot psiego drobiazgu.
Maniek wpadł do kurnika, za chwilę ja za nim, zaliczając na wstępie błoto pomieszane z kurzymi kupami. W środku jak na komedii slapstickowej. Mój pies między ptactwem szaleje, a biedne kury próbując się ratować ucieczką, wpadły w locie na mnie. Próbuję złapać psa za grzbiet. Moja ręka ląduje na podłożu pełnym kup. Maniek odskakuje za kurą. Znowu próbuję, znowu kupa. Po kilku próbach udaje mi się go złapać.
Wyniosłam kundla z kurnika, przypięłam smycz i odetchnęłam. Gospodarz stał tam, gdzie widziałam go poprzednio. Z daleka obserwował całe zajście. Nawet nie podszedł bliżej. Tytułem tłumaczenia rzuciłam, ze to szczeniak, przeprosiłam i dałam nogę. Facet tylko ze zrozumieniem powiedział: a, szczeniak.
Już wiem, że Marley jest psem polującym. Na kury...

eia© 2008-12-07 08:41:34
skomentuj (2)

blog